Kontakt z ciałem – po co nam to?

- Kategorie : Artykuły

Jedną z większych krzywd kulturze europejskiej wyrządził nowożytny filozof Kartezjusz, wysnuwając poglądy o dualizmie ciała i duszy, czyli rozdzieleniu materii od energii. Ziarno padło na podatny grunt, gdyż w zbiorowej nieświadomości dużej części europejskiej cywilizacji już od czasów wprowadzenia chrześcijaństwa, ciało niosło niesłuszne piętno grzechu, ułomności i niedoskonałości, było demonizowane oraz zohydzone. Taki stan rzeczy w dużym stopniu przyczynił się do kolektywnego tracenia kontaktu z ciałem, zatracania umiejętności czerpania z niezwykle potężnej mądrości ciała oraz radości i przyjemności, jaką może nam dawać. Pięknie jest być w ciele, pięknie jest móc doświadczać poprzez ciało a sekret szczęścia i zdrowia kryje się w harmonii utrzymywanej pomiędzy czterema ćwiartkami istoty ludzkiej – ciała, umysłu, emocji oraz duszy. 

W pewnym sensie niesiemy zbiorową traumę oddzielenia od cielesności i związanej z nią seksualności. Chcąc nie chcąc dziedziczymy po przodkach przekonanie, że ciało jest „złe” i jesteśmy nauczeni wyłączać się na płynące z niego sygnały. Już w średniowieczu człowiek musiał zacząć ignorować mądrość ciała i jego potrzeby, zmuszony do niewolniczej pracy w systemie feudalnym. Bez wątpienia, jest to ogromny obszar wymagający uzdrowienia, zarówno na poziomie mikro jak i makro. Współczesny system powiela schemat, wymagając od pełnoetatowych pracowników wydajności, często przekraczającej możliwości fizyczne. Dla przykładu - w branży gastronomicznej, osoby zatrudnione na stanowisku kelnera, często przez kilka godzin ignorują potrzeby fizjologiczne takie jak głód czy wydalanie, gdyż za normę przyjęło się, że tak właśnie należy zachować się w pracy. 

Zmiany nocne, wielogodzinne siedzenie przed komputerem, presja czasu, niedosypianie i podobne czynniki, wywołują ogromny, cielesny dyskomfort. Ciało informuje nas, że jest w sytuacji szkodliwej a nawet kryzysowej – aby móc „przetrwać” w systemie uruchamiamy więc zdolność wyłączania czucia, drętwiejemy, zamrażamy się, co z kolei wywiera ogromny wpływ na nasze życie. Wiele osób funkcjonuje z chronicznie podwyższonym poziomem kortyzolu (hormonu stresu), co dla ciała, opartego na instynktach oznacza „niebezpieczeństwo”. Ono nie rozróżnia sytuacji, w której jest odcięte od podstawowych potrzeb, relaksu i przyjemności jako „pracy”. Dla ciała to informacja, że znajdujemy się w stanie zagrożenia życia, w trybie przetrwania, zupełnie jakby gonił nas drapieżnik lub w inny sposób coś wciąż utrzymywałoby nas w niebezpieczeństwie. 

Nieszczęśliwe ciało to nieszczęśliwy człowiek. My i ciało to jedność a cały organizm jest siecią wzajemnych powiązań, mechanizmem, gdzie wszystko na siebie oddziałuje. Nieszczęśliwe ciało to choroby – zarówno te fizyczne jak i psychiczne (chociaż i w tym wypadku nie da się oddzielić jednego od drugiego), brak energii, chroniczne zmęczenie, niespełnione życie seksualne. Jak odzyskać pełną radość życia, przyjemności, doświadczania? Odzyskując kontakt z ciałem. Powracając do pełnego czucia emocji w ciele (nawet tych niekomfortowych), dając ciału łagodność i uważność, ucząc się na nowo (a raczej odpamiętując zdolność) czytania sygnałów, które informują nas o jego podstawowych potrzebach. Prawdziwą sztuką we współczesnym świecie będzie  odpowiadanie na te sygnały (śpij kiedy chce ci się spać, jedz kiedy jesteś głodny, przytul się, kiedy czujesz taką potrzebę, idź na masaż, kiedy jesteś spięty). Niemożliwe? A jednak, wszystko jest kwestią priorytetów. Kiedy pragniemy zadbać o siebie poprzez ukochanie ciała i zaczynamy odzyskiwać z nim kontakt, przychodzi taki moment, kiedy już nie potrafimy robić sobie krzywdy i przekraczać samego siebie. To duży i piękny krok w kierunku pełnego szczęścia. 

O mądrości ciała, przejawiającej się poprzez układ trawienny, nazywany naszym „drugim mózgiem” przeczytasz w książce „Inteligencja trawienna. Holistyczne spojrzenie na nasz drugi mózg” autorstwa dr Iriny Matveikowej.

Piękno, przyjemność i świętość kobiecego ciała, zdolnego wydawać na świat życie poznasz dzięki książce Robyn Sheldon „Mama Bamba. Porody naturalne – w objęciach mocy, miłości i przyjemności”.

Udostępnij