Ten warsztat jest dla wszystkich, którzy wiedzą lub przypuszczają, że nie rozpoczęli jeszcze swojej podróży ku akceptacji życia w pojedynkę. To osoby, które nie tylko nie były w łonie matki same, ale również przeżyły tam dramat: ten drugi umarł tuż obok. Ci, którzy mają za sobą tego rodzaju doświadczenie, często cierpią z powodu samotności, tęsknoty, porażek, głębokiego poczucia winy, miewają też napady lęku. Wielu z nich korzystało już z różnorodnych metod terapeutycznych, jednak nie przyniosło to wyraźnych efektów.

Podczas warsztatu pomagamy uczestnikom ostrożnie uzyskać dostęp do wspomnień sprzed porodu, aby znów mogli doświadczyć miłości i bliskości w kontakcie ze swoim bliźniaczym rodzeństwem oraz otworzyć serce. 

„Patrzenie” na tego drugiego ze świadomością, jak intymny i bliski kontakt łączył cię z nim w łonie matki, może przynieść spokój. To koniec poszukiwań, bowiem cel został osiągnięty.

Wraz z odkryciem bliźniaka, nadchodzi czas, kiedy rany mogą zostać uleczone. Każda osoba, która tego doświadczyła, ma przed sobą indywidualną drogę ku uzdrowieniu. Wspieramy ją w tym specjalnie dobranymi ćwiczeniami i rytuałami.

Często najpierw potrzebna jest przestrzeń na przeżycie bólu oraz smutku. Następnie pojawia się uczucie radości i wdzięczność za możliwość doświadczenia tej wyjątkowej bliskości w łonie matki. Miłość, która była tam obecna, na zawsze pozostaje w sercu.

W wielu przypadkach bardzo ważna jest praca z traumą, która powstała na skutek śmierci bliźniaka. Aby w codziennym życiu móc poczuć się bez tego drugiego całością, a także pozbyć się poczucia winy wobec niego, uzdrowienie musi nastąpić zarówno na poziomie fizycznym, jak i energetycznym. Wówczas energetyczna dziura, jaka powstała z powodu utraty bliźniaka, może zostać uleczona i zamknięta.

W czasie tego warsztatu pracujemy metodą ustawień systemowych. W parach i niewielkich grupach, korzystamy też z energetycznej terapii traumy, biodynamicznej terapii ciała, rytuałów, podróży transowych i z tego, co jest w danym momencie potrzebne.

Możliwy jest taki rodzaj wspierania procesów uzdrawiania, w bezpiecznej i pełnej szacunku atmosferze grupy, aby w życiu danej osoby pojawiły się radość, poczucie szczęścia, udane relacje miłosne i satysfakcja z pracy zawodowej.

Warsztat poprowadzi:

Alfred R. Austermann - dyplomowany psycholog i pedagog społeczny. Od 1985 r. prowadzi seminaria i grupy terapeutyczne z zakresu psychologii humanistycznej i duchowej. Od 21 lat specjalizują się w konstelacjach rodzinnych i organizacyjnych oraz terapii urazowej. Alfred R  jest zatwierdzonym terapeutą systemowym i terapeutą dydaktycznym (Niemieckie Towarzystwo Konstelacji Systemów). Zarządza grupami edukacyjnymi w Berlinie, Brukseli i Budapeszcie.

Razem z żoną Bettiną prowadzą INSTITUT FÜR SYSTEMAUFSTELLUNGEN UND TRAUMATHERAPIE (tłum. Instytut Ustawień Systemowych i Terapii Traumy) dorosłych, młodzieży i dzieci. (https://www.ifosys.de)

Alfred i Bettina są również autorami książki „Dramat w łonie matki. Utracony bliźniak”, w której przytaczają niezbite fakty oraz poruszające opisy przypadków, przedstawiają w empatyczny sposób możliwe konsekwencje utraty bliźniaka w prenatalnym okresie życia oraz wskazują drogi do duchowego uzdrowienia tego przeżycia.

Najbliższy termin:

Termin: 05 - 07 XI 2021 r. 
piątek: godz. 19.00 - 22.00
sobota: godz. 09.30 - 20. 00 (w tym przerwy)
niedziela: godz. 09.30 – 17.00 (w tym przerwy)

Warsztat odbędzie się stacjonarnie w Warszawie LUB on-line (jeśli organizacja stacjonarnie będzie niemożliwa, w związku z nagłą zmianą obostrzeń). 

Warsztat będzie tłumaczony z języka niemieckiego na język polski. 

W sprawach organizacyjnych proszę kontaktować się z:

Przemysław Piórkowski
przemyslaw.a.piorkowski@gmail.com

tel. 600 109 110

Opinie uczestników warsztatu online:

Dni po warsztacie były wyjątkowe, ciągle jestem pod wrażeniem. To działa!

Organizacja, struktura warsztatu, prowadzenie - rewelacja, nic bym nie zmienił.

Miałem ogromne wątpliwości czy w tej formie ma to w ogóle sens i nie przez przypadek zdecydowałem się na warsztat na 3h przed jego rozpoczęciem. Może łączność z grupą nie jest tak silna jak przy warsztacie stacjonarnym, ale dla wewnętrznych procesów nie ma to znaczenia, a przynajmniej przy temacie bliźniaka. Mam wrażenie, że przeżywanie tego w swoich przestrzeniach bez interakcji z innymi pogłębiło doświadczenie.

Bardzo się cieszę, że mogłem w tym warsztacie uczestniczyć. DZIĘKUJĘ! I gratuluję odwagi.

Z wdzięcznością,

Sylwester

----------------------------------------------------------------------

Raz jeszcze chciałabym podziękować za możliwość wzięcia udziału w tym niesamowitym doświadczeniu. To był obfitujący w wiele niespodziewanych uczuć weekend. Już kilka dni wcześniej czułam, że przeżyję coś wyjątkowego i tak było. Czułam, że jestem bezpieczna, że mogę w pełni zaufać i pozwolić poprowadzić się mojemu „wewnętrznemu dziecku”, żeby wreszcie zacząć oddychać pełną piersią. Ramoda przekazuje tak dobrą energię, że czułam, że przez te trzy dni pod jego opieką mogę wiele. Sposób prowadzenia warsztatów pozwolił mi przeżyć żałobę po mojej bliźniaczce tak, że już w niedzielę nie miałam wątpliwości, że nie muszę mieć wyrzutów sumienia, że ja żyję a ona nie. Wszystko przychodziło po kolei tak jak tego potrzebowałam. Najpierw miła i spokojna twarz Ramody, potem inni uczestnicy i ich doświadczenia, potem podział na pokoje, gdzie rozmowy odbywały się tak, jakby były „ dla mnie przygotowane”.

Dzięki warsztatom udało mi się zintegrować smutek, żal i rozpacz po stracie siostry. Udało mi się też znaleźć spokój i wreszcie pozwolić sobie na radość.   W czasie warsztatów zobaczyłam, że odkąd pamiętam wciąż się chowam, wciąż nie czuję się dość dobra, że wydaje mi się, że inni zasługują na uznanie bardziej niż ja. Jednocześnie wciąż ktoś czegoś ode mnie chce, prosi o wsparcie i o pomoc a ja to daję i nie patrzę na siebie, ważne, że mogę pomóc. Dziś chcę sobie pozwolić na to, że ja również mogę i powinnam przyjąć pomoc,  że nie muszę być najsilniejsza, że też mogę pozwolić sobie na bycie niedoskonałą. Po przeczytaniu książki, dużo sytuacji w życiu zaczęło mi się wyjaśniać, układać, ale dopiero cały warsztat domknął proces zrozumienia tego, dlaczego tak trudno żyje się samotnie urodzonym bliźniętom. Będę wszystkim polecać przeżycie takiego doświadczenia, bo w trakcie warsztatów poczułam strach i  ból małej Dorotki, który był jednocześnie wyzwoleniem dla dorosłej Doroty.

Pozdrawiam Was bardzo serdecznie,

Dorota

----------------------------------------------------------------------

     Czy znasz to uczucie, gdy wiesz w samym tylko swoim ciele, bez udziału świadomości, że nadszedł ten święty moment końca i początku? Dla mnie ten moment trwał trzy doby. Oderwane od Życia... a przez samo Życie w darze przyniesione.

    Wewnętrzny opór przed procesem narastał już na kilka dni przedtem. Wiedziałam już od ostatnich miesięcy, że mam Brata. Czułam, że to wpłynęło na całe moje życie. Czułam, że teraz nadchodzi czas, gdy nasza relacja się zmieni. Bałam się tego, tak jakby miał przyjść ktoś, kto mi go chce odebrać. Chociaż przecież to Śmierć odebrała go już dawno temu. To tak, jakby w moim lękliwym wyobrażeniu ze Śmiercią łatwiej było pertraktować, bo jest tak abstrakcyjna... a drugi człowiek, mentor procesu, z krwi i kości, jest zbyt realny. 

    Pierwszy dzień kończyłam z trudem powstrzymując łzy. Abstrakty też stały się teraz realne, nazwane, po raz pierwszy dotknięte. Ból się obudził. Po raz pierwszy od lat chwyciłam za ołówek i zaczęłam rysować NAS. Mnie i Brata. Nasz wspólny autoportret. Czas się zatrzymał i pojawił się znowu dopiero około trzeciej nad ranem. Autoportret leżał gotowy przede mną. Jego tytuł przyszedł do mnie sam: "SHATTERED". Tym byliśmy oboje, ja i Brat. Podobizna mnie patrzała mi w oczy swoim lewym półprofilem. Patrzała na całe moje dotychczasowe pół-życie. Prawy zdeformowany półprofil Brata spływał czernią w dół...

    Kolejne dwa dni to było spotkanie z Nim. Nas dwoje, razem, z sercami bijącymi w jednym rytmie. Ciepło, blisko, jednocząco. A potem groza i wewnętrzny paniczny dygot, gdy czułam, że odchodzi. I krzyk jakim nie było mi dane krzyczeć wtedy, przed laty, gdy go traciłam. Nagle stało się zimno, ciemno, samotnie, wrogo... Raj zniknął. Zamienił się w grobowiec. Do samego końca, do ostatnich momentów przed wyjściem na świat, patrzałam za nim, mając nadzieję, że jeszcze zdarzy się cud... Nic się nie zdarzyło. Nie wiedziałam, jak mam teraz żyć. Nie wiedziałam, dlaczego tak się stało.

    A potem następny proces. Teraz ja w reprezentacji Brata. Teraz ja czuję, jak to jest przeżywać to co On. I przyszło zrozumienie, ulga, odpowiedzi. Poczułam bezwarunkową miłość. Poczułam, jak mnie zostawia ze swoim błogosławieństwem, jak mnie obdarowuje w dwójnasób, wyposażając na drogę życiową. Mój kochany Brat, mój Nauczyciel Duchowy, który po to tu przyszedł. Doświadczyć tych wszystkich realizacji, uczuć, obrazów, to było jak doświadczyć obecności Boga, którego tak szukałam przez lata. Pytania o sens Życia przestały mieć znaczenie. Ja byłam tym sensem. Ja byłam nazwana przez mojego Brata Darem. Wszystko ma sens i cel dlatego że jestem. Znalazłam drogę do Brata, do Boga, do siebie.

    Skończyło się moje pół-życie. Urodziłam się cała. 

   

   Margaret Helena Markowicz (kwiecień 2021)

prawa autorskie do rysunku: Margaret Helena Markowicz